Waga 48 kg. Od jutra wchodzę na 1300 lub 1350 kcal, decyzję podejmę wieczorem. Jestem tuż przed okresem (dzień, dwa), więc mam nadzieję, że nie okaże się potem iż kilogramy znów spadły.
Moje życie to seria wzlotów i upadków.
Muszę coś zmienić.
I naprawdę...nie chce mi się powtarzać, że wygląd to nie wszystko.
Ale po niektórych Waszych blogach powtórzę: liczy się wnętrze.
Od kiedy schudłam, przyznaję, znów straciłam (ze znacznym opóźnieniem jak poprzednio) psychiczną odporność...na życie. Kiedyś sprawdzian, nawet ten na który nie umiałam był dla mnie niczym. Tylko kartką papieru, którą w najgorszym razie dostanę do łapy jeszcze raz.
Dziś dostaję palpitacji serca z powodu 3... Wpadłam w manię bycia perfekcjonistką w 100%. A to nie możliwe, bo ideały nie istnieją i wpędza mnie to w opętanie.
Poza tym, niestety mam ogromną wadę życia przeszłością i rozpamiętywania jej. I wcale nie tego co było złe, a tego co było dobre. Idąc do liceum zwykłam mówić "najlepsze przede mną". A teraz uważam, że najlepsze za mną.
Liceum zmieniło moje życie, albo to ja się zmieniłam w liceum. Drogi moje i moich znajomych rozbiegły się, a ja głupia to przeżywam bo myślałam że zawsze wszyscy będziemy razem.
A choroba jedzenia dodatkowo ograniczyła moje pozaszkolne kontakty z kimkolwiek.
Ponadto zakończyłam w tym roku dwa typy zajęć dodatkowych, bo przestało mnie to sprawiać radość.
Zostałam sama, piękna i smutna. Bez pasji, dążąca do nieistniejącej perfekcji.
Dlatego chcę dziś zamknąć pewien etap. Oficjalnie odchodzę z tego miejsca.
Dlaczego dziś? Dlatego, że przyśniło mi się całe moje życie i obudziłam się pełna łez za tym jakie było. Dlatego, że przekraczam 1300 kcal. Dlatego, że łykam dziś
Ponadto ciągle czekam na coś przełomowego w moim życiu a jeśli miało to nigdy nie nadejść to co?
Zaczynam sama.
Nie usunę tego miejsca. Może okazać się, że napiszę tu coś za parę miesięcy, za rok...Nie wiadomo.
Ale aby zrobić krok dalej muszę stąd zniknąć.
Przepraszam, ale wracanie tu i patrzenie szczególnie na Wasze przykre słowa wobec siebie...
Dziękuję za wsparcie, codzienne.
Będę to powtarzać zawsze. Bez Was bym tak daleko nie zaszła.
I nie tylko ze schudnięciem ale i ze stabilizacją.
Niech ten blog będzie i dla Was i dla mnie przykładem i nauką.
A na sam koniec moje 3 rady i podziękowania.
1.Jeżeli czegoś bardzo pragniesz i o tym marzysz, zrób to. Raz a porządnie i zacznij dziś, nie jutro. Daj z siebie 101%, im szybciej zaczniesz tym szybciej skończysz.
2.Ciesz się każdym małym krokiem, każdym sukcesem i nagradzaj się za to choćby uśmiechem. Ciągła krytyka i mówienie, że ci "mało" wpędzi Cię w obłęd.
3.Wygląd to nie wszystko. Liczy się wnętrze. Nie ważne jak będziesz piękna, to co masz w sercu i w rozumie jest ważne. I zapamiętaj to, zanim będzie zbyt późno i uwięzisz smutną duszę w pięknym ciele.
Dziękuję Wszystkim, którzy tu są także anonimowo. Szczególnie dziękuję Ani oraz niedoskonałej, które poświęcały mi rzetelnie wiele pięknych słów, które były tu gdy było ciężko ale i łatwo. Dziękuję także innym: Fraise, Cukrowej Księżniczce, La Rose, Kropce... (i wielu innym, których mimo iż nie wymieniam przesyłam ciepły uśmiech) za to, że byłyście przy mnie.
A na samiuśki koniec powiem, że bez względu na to ile razu upadniecie nim nauczycie się nie poddawać, trzymam za Was w sercu kciuki. W końcu uczymy się do skutku na swoich błędach, a każde podniesienie się est już sukcesem. Ucieczka to tchórzostwo, a żadna z Nas nie będzie TU wiecznie.
Liczę, że każda z Was tak jak ja dojdzie do tego momentu, by się pożegnać z blogiem i by pozostał on tylko wspomnieniem, nauczką i ostrzeżeniem.
Z komentarzy u Was też znikam, pożegnam się tylko po raz ostatni i podziękuję. Może kiedyś się zobaczymy, w okolicznościach mam nadzieję innych, niż takie, że znów tu wracam by schudnąć. Postaram się do tego nie dopuścić.
Można jeszcze czasem napisać do mnie na e-mail (czasem tam zaglądam): canwegothriftshopping37@gmail.com
P.s Zapomniałabym... Chyba oficjalnie mogę w końcu sobie powiedzieć. Udało mi się schudnąć :)
Trzymajcie się kruszynki, każda jest piękna na swój własny sposób - i to jest piękne.





Jesteś wspaniała, Em. Podziwiam Cię za wszystko, co osiągnęłaś. Schudnięcie to jedno, a mądre wyjście z niego, to zupełnie co innego, i często to właśnie okazuje się o wiele trudniejsze. A Ty osiągnęłaś obie te rzeczy. W pewnym sensie cieszę się, że stąd znikasz, bo wiem, że idziesz żyć i cieszyć się tym życiem. Trzymaj się, bądź szczęśliwa i spełniaj marzenia. Kocham Cię i nigdy nie zapomnę. ;**
OdpowiedzUsuńNawet jeżeli okaże się, że do końca stabilizacji spadnie Ci jeszcze kilogram czy półtora, to przecież świat się nie zawali. Jesz już 2/3 tego co powinnaś, cieszysz się życie, negujesz perfekcjonizm - jednym słowem dokonałaś tego! Uwolniłaś się z klatki, nie tracąc chudości.
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cię, stajesz się moją inspiracją. Dobrego życia Ci życzę i do napisania na mailu :*
Miło się robi, czytając taką notkę. Jako jedna z nielicznych, wyzwoliłaś się z tego. Obyś nigdy tu nie wróciła. Powodzenia we wszystkim. Nigdy nie zapominaj o tym, co udało Ci się osiągnąć.
OdpowiedzUsuńPapa! :)
OdpowiedzUsuńNiech Ci się wiedzie.
do widzenia - udanego życia.... :)
OdpowiedzUsuńPS mówisz "liczy się wnętrze" - a ciekawe co Ty mówiłabyś jakbyś miała +40kg więcej ;p
gratuluje pięknej wagi, i jedz smakuj coraz więcej :)
Miałam 64 kg i mówiłam to samo.
UsuńPapapa; osiągnęłąś to co chciałeś.. nie wszystko ale zawsze coś długo cię obserwałam choć pewnie na ten komentarz trochępużno ale powodzenia :*
OdpowiedzUsuńhttp://idealniechude.blogspot.com/
Czekam na tę chwilę. Żeby móc osiągnąć cel. Odejść? Tego mi nie trzeba, to miejsce mnie naprawia, nie niszczy. Jest jak mała, anowa rodzina.
OdpowiedzUsuńAle może kiedyś. Zobaczymy.