.

.

poniedziałek, 16 marca 2015

#22 "You are amazing. Believe me"






Dziś w końcu ktoś dał mi chwilę rozmowy, tego potrzebowałam.

Otworzyć się szczerze, powiedzieć o wszystkich problemach.

I bez oceniania i strachu przed tym, że usłyszą o tym niechciane osoby...

być wysłuchaną.

Nie był to nikt z moich znajomych, czy rodziny, ale ktoś komu ogromnie ufam. Bo i ta osoba ufa mi bezgranicznie. Dziękuję.

Słowa, które z tej rozmowy zapadły mi w pamięć...

"Nie jest porażką to, że wciąż upadasz... Sukces tkwi w tym, że ponownie podejmujesz się wyzwania znając ryzyko jakie ono niesie".

"I wcale nie jesteś dziwna czy nienormalna. To przez co przechodzisz to Twoja reakcja na silne emocje lub wydarzenie. Powinnaś być dumna, bo pomyśl szczerze...Czy ktoś inny dałby radę to udźwignąć?"

Bilans dzień 22:
owsianka z dodatkami

dorsz i kalafior na parze

kanapki wasa z polędwicą i warzywami

591 / 600 kcal

Jeżeli masz jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do swojej siły i wartości

w tej chwili wycisz się i zamknij oczy.

Pomyśl jak wiele przeszłaś i ile masz za sobą, pomyśl jak daleko zaszłaś.

Czy ktoś z twojego otoczenia dałby radę?

Ktoś inny niż Ty?

Jesteś wyjątkowa. Pamiętaj.



Pytałyście jak wyglądam obecnie. No więc oto około 50 kg (bo waga pokazywała troszkę poniżej 50) ja.























niedziela, 15 marca 2015

#21 "80 post - controversial truth about me"



To miejsce to swoisty rodzaj pamiętnika. Zamieszczam tu kawałek siebie i zaglądam obserwując jak się zmieniam z biegiem czasu i doświadczeń.

Wszystko co napiszę poniżej, jest oparte na własnych doświadczeniach.

Chude wcale nie musi znaczyć ładne. Jest taki moment, gdy musisz powiedzieć sobie stop.

Przekraczając tą granicę, popełniasz karygodny błąd. Uwierz mi, mówienie "jesteś zdecydowanie ZA chuda" to bardzo zły znak. I jest to w pewnym momencie tak obraźliwe, jak mówienie osobie chorobliwie otyłej, że jest za gruba.
Zdjęcia 2013r >45 kg

Tak jak większość z Nas myślałam, że bycie chudą da mi szczęście. Ale nie było tak.
Liczba 45 (potem 43kg) nie przysporzyła mi nowych znajomości, uśmiechu i większej radości z życia. Ponieważ dużo się wtedy w moim życiu działo (nowa szkoła, kłótnia z najlepsza przyjaciółką, odrzucenie przez chłopaka), dieta przysporzyła mi więcej nieszczęścia niż szczęścia i skończyło się to leczeniem hormonalnym i wpychaniem 2500 kcal (mimo, że byłam już na ponad tysiącu kalorii stabilizacji).

Nie powiem jednak, że bycie tutaj i poznanie Was było błędem, wręcz odwrotnie. Próbowałam wcześniej wielu bez skutkowych diet i w końcu tutaj znalazłam jakiś sposób na to jak schudnąć skutecznie (bo nawet na czasie się nie skupiałam, samo poszło).

Nie jest to mądry sposób. I zastosowałam go po raz drugi, mam nadzieję tym razem skutecznie i na stałe.

Chcę zaapelować do każdej z Nas, byśmy zrozumiały, że jesteśmy PIĘKNE.

Wszystkie ED wysysają z nas to, co czyni Nas pięknym czyli RADOŚĆ.

Nie będę pytać jak wyglądało Wasze życie przed tym jak się tu znalazłyście, bo zapewne tak jak ja byłyście o wiele szczęśliwsze.

Ale pomyślcie co będzie potem? Co zamierzacie po skończeniu odchudzania (i czy zamierzacie je z sukcesem i w odpowiednim momencie skończyć) ? Trzeba przecież powrócić do normalności, trzeba zacząć J E Ś Ć (tak, tak to teraz wygląda w naszych oczach jakby było przerażające).

Ale przecież życie to śmiech, radość, miłość i zdrowie.
Przecież najfajniejsze wspomnienia to nieplanowane wypady na miasto z przyjaciółmi, spotkania rodzinne, urocze chwile z ukochanym mężczyzną, przegryzane w nocy przekąski przy seansie filmowym, rodzinne obiady prosto od serca mamy, babcine wypieki "bo wnuczka kocha to danie". Tak naprawdę każda z Nas kochała kiedyś JEŚĆ i miała ukochaną pizzę, ciacho drożdżowe czy naleśniki i odebrałyśmy sobie właśnie te największe przyjemności.

Może to i dziwna prawda, ale jedzenie jakby nie patrzeć uszczęśliwia i pozwala nam żyć i mieć energię i siłę.

Dlatego właśnie powiedziałam stop. Bo ja chcę do tego wrócić.
Do tej normalności. Chcę odzyskać tą energię i uśmiech, który anoreksja ze mnie wyssała.

Ten post ma przypominać w chwilach zwątpienia mi kim byłam, kim jestem i kim chcę być.

Już jestem piękna, już teraz.

I za każdym razem, gdy w to zwątpię i będę chciała się poddać, zajrzę tu.

Zdjęcie Chorwacja 2012r<62kg

Być może 62 kg ja sprzed ponad dwóch lat, byłam mniej atrakcyjna choć niesamowicie kobieca.
Ale jaka byłam szczęśliwa, uśmiechnięta i tryskająca energią! Kochałam gotować i piec, jeść w restauracjach, pierwsza byłam na rowerze, nartach, tańczyłam, spotykałam się z przyjaciółmi, byłam pełna życia i każdy mnie lubił, miałam mnóstwo zajęć dodatkowych, znajomych na całym świecie, byłam przykładem!

To był cudowny czas i teraz tęsknię do tego, do tego właśnie ŻYCIA.

Bilans dzień 21:

790 / 800 kcal

Waga rano 50 kilogramów (czyli 1 kg poszedł w 3 tygodnie).
Kontynuuję stabilizację, szczęśliwa z tego co mam teraz.
Wcale nie pogniewam się jak nie schudnę już na stabilizacji, już mi wystarczy. Mam wysportowane dzięki zeszłorocznej siłowni ciało, mam idealny rozmiar 34 / 36 i co ważne biust, pupę i włosy.

Osiągnęłam już cel, którym był właśnie ten rozmiar i ten thigh gap, który posiadam.

Od tego tygodnia postaram się jeszcze bardziej wypełniać bilanse. Ale przede wszystkim przydziać na twarz mój stary dobry uśmiech i po prostu BYĆ bez planowania tego co za rok czy za miesiąc.

Żyjmy proszę. Nie mogę patrzeć jak przepuszczamy każdą sekundę przez palce, jak będziemy żałować tego okresu za jakieś 10 lat, tego że zmarnowałyśmy towarzysko czas.

Ja sobie przysięgłam, że nawet jeśli znów strace przez dietę siłę, NIE POZWOLĘ NA TO by znów się odizolować od ludzi i wpaść w dół psychiczny.

I tego się trzymam i uda(je) mi się to.

sobota, 14 marca 2015

#20 "You look like a death"


Bardzo leniwy dzień. Nie robię absolutnie NIC. Lekcje odrobiłam wczoraj. Zaraz może zacznę robić notatki do sprawdzianów bo zjedzą mnie wyrzuty sumienia.

Dopiero dziś rano, w naturalnym świetle dziennym (słońca brak bez złudzeń :/) zauważyłam jak te dwa tygodnie wyprały mnie z sił i energii.

Mam pod oczami szaro sine cienie a moja cera ma niezdrowo blado pożółkły kolor.

Potrzebowałam tego odpoczynku, tego niczego. Co prawda nie znoszę być sama w domu, ale chyba dobrze to na mnie zadziałało. 

Bilans dzień 20:
owsianka i dodatki

mintaj, brokuł, kalafior

kanapki wasa polędwica i warzywa

pepsi max i trochę gumy do żucia

790 / 800

Nie wiem jak ja to robię, że wypełniam bilanse.

Albo raczej wiem. Planuję dzień wcześniej i po prostu przyrządzam według ustaleń.

Na szczęście to już 3 tydzień stabilizacji, przestały mnie przerażać liczby powyżej 400.

A jutro ważenie. Ale nie bardzo przejmuję się wagą. Jeśliby skoczyła strasznie do góry, to oczywiście, że coś bym z tym zrobiła.

Ale liczy się odbicie w lustrze, a ja widzę, że troszkę schudłam. Nie sugeruję się liczbami, bo wciąż mam okres...(tak wiem długo, ale to przez hormony).

Poszperałam dziś w internecie, przeczytałam gazetę, oglądam telewizję i zaliczyłam krótki spacer.

Jeszcze 10 dni roboczych i będą święta. Dam radę.

http://pl.dawanda.com/ ----> mega polecam tą stronę! są tu świetne wyszukane rzeczy :)

piątek, 13 marca 2015

#19 "After rain, there's always sun"


Parę kochanych osób zauważyło, że jestem smutna.

Może i słusznie? Faktycznie byłam przygnębiona. Szkołą i myślą, że nie dam rady, pogrzebem trenera, kolejną chorobą mojego przyjaciela...składa się na to wiele czynników.

Ale to minęło. Wraz z piątkiem, choć miałam lekcje do 3, obudziła się we mnie ciepła błogość.

Tydzień pod względem nauki absolutnie udany i z powodzeniem zakończony. Moja rodzina bezpiecznie dojechała na miejsce, a ja włączam w końcu oczekiwany od wtorku odcinek serialu.

Wdech oddech, zawsze powtarzałam to innym, teraz i samej sobie :)

Bilans dzień 19:
owsianka z dodatkami

mintaj, brokuł, kalafior na parze (można przygotowywać na patelni, lecz musi być teflonowa - podlać wodą i przykryć pokrywką)

kanapki wasa z warzywami i polędwicą

741 / 750

Czuję się dziś naprawdę dobrze jakby ktoś zabrał ode mnie część dźwiganych ciężarów. Nawet ćwiczyło się cudownie, lekko i szybko.

Zostało 10 dni roboczych do Świąt. Pogoda chyba już zrobi się tak na dłużej wiosenna i wyjdę na rower. Dwa najcięższe tygodnie nauki za mną.

A moje uda (mimo wyższej o 100-200g wagi z powodu okresu, który się właśnie kończy) wyglądają naprawdę dobrze. Nabierają ładnych kształtów. A wszystko inne jest parfait! :)

Powiem Wam, że gdybym miała nawet pozostać taka jaka jestem teraz to byłabym już usatysfakcjonowana.
Idąc ulicą powiedziałabym, że chcę być tą dziewczyną, którą widzę co dzień w lustrze. Może tylko dodałabym jej uśmiechu i pewności siebie. :)

A teraz paląc samotnie papierosa i przyglądając się zapalającym się latarniom, zaczynam przemiły wolny w końcu wieczór.

Idę w końcu do Was kruszynki!
Przepraszam za taką paplaninę, ale cieszę się, że to czytacie :))

czwartek, 12 marca 2015

#18 "Don't let emotions control you"


Zamknęłam za sobą drugi tydzień, który kosztował mnie ogrom nerwów.

Dziś zaliczyłam 4 testy. Jutro już nie muszę pisać nic, więc nawet nie otwieram książek do nauki. Bo mam dosyć.

Dziś dzień bez ćwiczeń. Z poczucia winy zrobiłabym je, ale wiem, że taki rest jest dla organizmu zdrowy, regeneracyjny i rozsądny. Na zdrowy rozum - nie damy radę całe życie ćwiczyć 7 dni w tygodniu.

Stabilizacja idzie ok, choć są momenty gdy mam ochotę to wszystko rzucić i nie jeść nic. Nie mogę.

Wizualnie, poza zmęczoną twarzą i zaszklonymi oczami wyglądam bardzo dobrze. Satysfakcjonuje mnie moja sylwetka, proces chudnięcia następuje powoli, ale nie poganiam go. Teraz już nigdzie mi się nie spieszy.

Bilans dzień 18:
owsianka z dodatkami

mintaj kalafior i brokuł

kanapki wasa z polędwicą i warzywami

cola zero

690 / 700 kcal

Nadchodzi weekend. Zostaję większość czasu sama w domu, ale może taka mini rodzinna rozłąka wszystkim nam dobrze zrobi, bo nie tylko ja wyszłam z siebie i stanęłam obok.

Planuję spać, wyjść na świeże powietrze, zrobić coś dla siebie, jeść niespieszne pyszne śniadania i po prostu być. Zanim zacznie się ostatni zaplanowany sprawdzianami (odpukam w razie co) tydzień. Odliczam dni do świąt.

A słońce, które wychyla się zza chmur dodaje mi pewności siebie, napełnia chwilowo energią i niewysłowiowym szczęściem. Szkoda, że zaszło na pogrzebie, może wysuszyło by potok łez. Zawsze mam tak samo.

P.S Będzie mnie tu więcej i w komentarzach, przepraszam znów. Ale chyba już przywykłyście, że w ciągu tygodnia znikam?

Chyba zresztą nudne jest pisanie bilansów, w szczególności, że spektakularnie już nie trzymam poniżej 400 kcal, wręcz na odwrót.

Anny nie ma, rzadko kto się odzywa, tęsknię. A tym co mają ciężki okres nie wiem jak pomóc, bo sama teraz miałam.

Potrzebuję równowagi, słońca, zrobienia czegoś dla siebie. Teraz to ten plan wcielam w życie.

Egoistycznie. Ale kto o mnie zadba, jak nie ja sama?

P.S2 W przyszłym tyg jakiś #fearfood challenge, prawdopodobnie ciemny chlebek zamiast wasy.

środa, 11 marca 2015

#17 "Where's the end?"

Niestety tak mam, że gdy źle się dzieje, najbardziej obwiniam siebie samą. Staram się z tym walczyć.

Ten tydzień jest bardzo ciężki. Codziennie coś zaliczam.


Szkoła mnie wykańcza. Pogoda i ponowy brak słońca także.

Jutr pierwszy raz jadę sama na pogrzeb choć miałam jechać z przyjacielem ale on jednak nie może.

Poparzona wrzątkiem ręka ma się lepiej, choć dziś w szkole nic nie pisałam.

Poćwiczone jak co dzień.

Zatrzymałam dziś z pomocą rodziny drugi napad psychicznej paniki.

Jutro piszę kolejne spr.

A na koncert ukochanego Stinga w Krakowie nie jadę, odwołali bo wokalista ma grypę ;(

Bilans dzień 17:

645 / 650 kcal


Przepraszam, że mało mnie. I optymizmu brak. Ale jest strasznie ciężko.

Chcę spać. A w mojej głowie same szare myśli które mówią że jestem wielka.

Ważenie w niedzielę, po okresie.

P.S Czy to się skończy? Gdzie jest moje światło nadziei? Potrzebuję wolnego.

wtorek, 10 marca 2015

#16 "Don't cry"


Bilans dzień 16:

589 / 600 kcal

Sparzylam prawa dłoń. Chwilę pełne łez i oderwana skóra ze względu na zły opatrunek. 3 laczki z matmy nauczycielka się wyzywa. Pogrzeb ukochanego trenera. Brak snu. Ból.

Nie mogę pisać... boli.