.

.

sobota, 27 grudnia 2014

Dzień 3 "I thought, I am going to die...But nope. I'm fine now."

Dziś trzeci dzień...Szczerze? Dziś myślałam że umrę. Gdy jestem głodna nie boli mnie brzuch...Jest mi słabo. I ponieważ dziś dużo chodziliśmy, dobrze wiedziałam czemu czułam silną potrzebę żeby usiąść natychmiast i nie wstawać.

Ale dałam radę. (I tu przytoczę słowa jednej z Was, z komentarzy "satysfakcja z zaliczonego dnia jest znacznie większa, niż radość pochłaniania wszystkiego, co znajdzie się w zasięgu naszego wzroku")

Znów nie jadłam obiadu, jaki sens jest w robieniu sobie rosołu z połowy kostki warzywnej...puste wlewanie w siebie kalorii. Wypiłam herbatę.

I zaszalałam dziś z gumą do żucia, no ale miałam jej nie liczyć. Co najwyżej taka ilość mnie przeczyści, jutro już nie będę jej żuła.

Bilans:

owsianka
śliwki
mleko
siemię

2*wasa
2*polędwica
2*pomidor

cola zero

279 / 400 kcal

W odp. na komentarz od Daphne...Czy się nie boję? Oczywiście, że się boję. Wracam tu trzeci raz (drugi z niepowodzeniem), nie chcę stracić włosów, nie chcę ważyć 43 kilogramów.

Ja walczę o szczęście i spełnienie marzeń. O to, abym patrzyła w lustro z uśmiechem i żyła ze sobą w zgodzie. Może nadejdzie czas gdy w końcu będę jeść zdrowo i fit blebleble...

A jednak wracam tu, mimo tego co przeszłam. I to chyba dobry przykład na to, że Ona nie znika. Ona tam ciągle jest, Ona obserwuje i czeka na twój słaby moment, a potem atakuje.

Może gdybym za pierwszym udanym razem schudła racjonalnie (nie może, NA PEWNO!) to wszystko wyglądałoby inaczej.

Ale ja już nie wierzę w inne sposoby chudnięcia. Mój organizm tym bardziej. A kasy na dietetyka wydawać nie będę. Już wolę siłownię.

Tak więc tak, wplątałam się w coś z czego nie ma wyjścia. Nie przestałam liczyć kalorii od kiedy mnie tu nie było (mimo, że nie do końca ich przestrzegałam...). Dziś minęło 583 dni, od kiedy zadecydowałam że schudnę. 

I życzę i sobie i wszystkim, abyśmy były w końcu szczęśliwe z samą sobą i będę to powtarzać aż do znudzenia, bo to chyba moje motto.

NAJGORSZA I TAK JEST ZAWSZE ŚWIADOMOŚĆ NA CO MNIE STAĆ, JEŚLI SIĘ NAPRAWDĘ POSTARAM, świadomość tego, że raz mi się udało i mogę być piękna jeśli chcę. Uwierzcie mi, że teraz boję się chyba bardziej niż za pierwszym razem.

7 komentarzy:

  1. Jak najbardziej zgadzam się ze słowami "Ona nie znika. Ona tam ciągle jest, Ona obserwuje i czeka na twój słaby moment, a potem atakuje." Nawet, gdy myslałam, że jestem już zdrowa nagle wszystko wróciło... A przecież tego nie chciałam. Na prawdę wolałabym żyć jak inni ludzie, ale nie potrafię. Myśl, że jestem za gruba jest silniejsza. Chęć nażarcia się jak świnia też.
    Myślę, że mamy podobnie pod względem celu. ^^ Ja też chcę być szczęśliwa i żyć ze sobą w zgodzie. Pod żadnym pozorem nie chcę popaść w głębszą anoreksję (i ważyć za mało) lub jeszcze większe kompulsje (i być za gruba). Obydwie pragniemy jedynie smukłego ciała. :)
    U mnie mija czwarty rok od kiedy pomyślałam, że schudnę, chociaż... całe życie mam niedowagę. Tylko raz w życiu przytyłam do wagi prawidłowej, ale szybko straciłam te kilogramy. Niby wyglądam dobrze, ale mimo to pragnę zobaczyć 49 kilogramów na wadze.
    Też trochę boję się nie jeść, bo lubię być silna. Mam satysfkację ze sportowych osiągnięć. Postanowiłam sobie, że teraz ograniczę napady i jedzenie, ale jak nie będę miała siły na sześć pompek to zacznę jeść trochę więcej. Może też powinnaś ustalić sobie granicę? Coś, co pomogłoby Ci się zatrzymać zanim schudniesz za bardzo. Myślę, że to zniweluje strach. :)
    Trzymam kciuki, kochana! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 47-45 kg tak około, żeby się zmieścić w spodnie 34. Pisze około bo mam teraz sporo mięśni i sprawa ma się inaczej. I nie chce schudnąć więcej napawde wyglądałam żałośnie przy 43 kg nawet wam tego nie pisalam ale jest granica...miałam mega poobijany tyłek i kręgosłup nie mogłam siedzieć na krześle w szkole ani w kąpieli...straciłam właśnie wtedy włosy i wyglądałam żałośnie. Przy 45 nic takiego się nie działo.

      Usuń
  2. Dziękuję za zaproszenie na bloga. Z chęcią będę Cię wspierała.

    Z całego serca życzę Ci, żebyś czuła się dobrze sama ze sobą. Żebyś czuła się szczęśliwa.

    Co do strachu, to ten sposób z ustaleniem granicy, który zaproponowała Cukrowa Księżniczka brzmi rozsądnie. Warto nad czymś takim się zastanowić.

    Trzymaj się Kruszynko :*

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ja walczę o szczęście i spełnienie marzeń. O to, abym patrzyła w lustro z uśmiechem i żyła ze sobą w zgodzie. Może nadejdzie czas gdy w końcu będę jeść zdrowo i fit blebleble...

    A jednak wracam tu, mimo tego co przeszłam. I to chyba dobry przykład na to, że Ona nie znika. Ona tam ciągle jest, Ona obserwuje i czeka na twój słaby moment, a potem atakuje."
    Kochana, sama cierpię na zaburzenia odzywiania ale zrobilam juz jakies kroki do przodu. z Twojej wypowiedzi wynika, że Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki masz problem. Przecież wiesz, że jesteś szczupła, ale nadal jesteś nieszczęśliwa więc wniosek jest prosty - choćbyś nie wiem ile schudła nigdy nie będziesz z tego powodu szczęśliwa, bo to nie chodzi o chudnięcie. Coś Cię w życiu bardzo skrzywdziło, na pewno. i to nie "ona". to demony przeszłości. jeśli nei zaczniesz szukać sensu swojego życia, nie poznasz siebie i nie pogodzisz się z przeszłością... umrzesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana jesteś silna i dasz radę ze wszystkimi przeciwnościami na pewno. Trzymam kciuki, żebyś jak najszybciej doszła do wagi 45 kg, bo chcę, żebyś była szczęśliwa <3
    Bilans piękny jak zwykle.

    Trzymaj się Kotek *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając twoje wpisy mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony wierzę w Ciebie i kibicuję Ci we wszystkich zamierzeniach i życzę spełnienia celu, ale z drugiej nie rozumiem. Chociaż nie, rozumiem, ale sam mam zupełnie odwrotne problemy (no, może nie takie do końca odwrotne, ale trochę się różnimy) i czytając jak nie chcesz znowu czuć się słabo, tracić włosów... Ja też nie chciałem. A nie robię nic, żeby to nie wróciło. Zazdroszczę Ci uczucia głodu.
    I dopóki będziesz miała siłę i będziesz czuła się szczęśliwa we własnym ciele, to życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znika, chociaż wypierasz ją na wszelkie możliwe sposoby. Siedzi, obserwuje i atakuje w najdogodniejszym momencie. Powodzenia kochana, życzę Ci, żebyś kiedyś była zadowolona z siebie, z tego jak wyglądasz, kim jesteś, a przy tym była w pełni zdrowa. :)

    OdpowiedzUsuń