Witajcie kochane!
Postanowiłam sprawić niektórym moim kruszynkom (o ile mnie jeszcze pamiętacie) niespodziankę. Minęło sporo czasu od kiedy Was opuściłam. Widzę niestety, że niektóre z Was wciąż tu są...jesteście w moim sercu i trzymam kciuki, abyście spełniły swoje marzenia i wyszły stąd cało.
Ale nie o tym chcę dziś rozmawiać, kto ma jakie problemy i w którym miejscu tymczasowo stoi. Chcę po krótce po raz ostatni na tym koncie napisać jak w tej chwili wygląda moje życie i co się zmieniło.
Po tym poście zmienię hasło na to konto i już tu wchodzić nie będę. Jeżeli kiedykolwiek będę zmuszona tu wrócić by powtórzyć katorżniczą dietę (chroń mnie Boże...) to założę nowe konto i dam znać, że to ja.
Od momentu ostatniego posta skrupulatnie realizowałam stabilizację i cotygodniowe zwiększanie kalorii. Tak naprawdę pozytywny moment przełomowy w diecie nastąpił dopiero teraz w wakacje, podczas mego wyjazdu do Włoch. Nie mogłam tam zabrać mojego CAŁEGO jedzenia. Jechałam tam po raz pierwszy na tak długo, nie mając pojęcia co Włosi mają w marketach i czy to w ogóle będzie zjadliwe.
Ale odpuściłam c: Co ma być to będzie.
Na moje idiotyczne obawy nie było sensu, okazało się, że taki "dziki" kraj jak Włochy ma w marketach normalne produkty takie jak serek grani czy szynka z kurczaka. I nie było z jedzeniem żadnego problemu.
Mało tego! Bilanse liczyłam w tym samym dniu wiedząc ile mi wolno, czasem jakieś posiłki mi wypadały i traciłam kalorie, których miałam się trzymać, ale (tak, to też sukces) w końcu, gdy wiedziałam, że odpadnie jakiś posiłek, nauczyłam się jeść jakiś owoc szacując kalorie na oko. I, tak jest, brawo EM = żyję.
Waga stoi od bardzo dawna. Jest to piękne, satysfakcjonujące mnie 48 kilogramów, a kalorii dziennie jem uwaga 1700! I powiem Wam, za nic w świecie bez ogromnego przymusu (czytajcie jestem gruba) nie przeszłabym z powrotem na dietę. Odzyskałam energię, radość, nie marznę, jem to co lubię a co najważniejsze odzyskałam piękne, przepiękne gęste włosy i pozwoliłam sobie na radykalną zmianę fryzury.
Ale to nie o tym jak wyglądam chciałam tylko powiedzieć. Pragnę się pochwalić, jak zmieniłam się wewnętrznie. Ile pracy włożyłam we własne ja! Już coraz rzadziej jakiś paskudny alien w głowie mówi mi, że "jestem beznadziejna, głupia, brzydka gruba...". Zaczęłam wierzyć w siebie. W swoje możliwości. W to, że naprawdę jeśli czegoś chcę to mogę. W to, że wolno mi popełniać błędy bo jestem tylko człowiekiem. W to, że zasłużyłam na szczęście. :)
A teraz znikam, raczej na pewno już się nie pojawię w tym miejscu. Chcę się całkowicie uwolnić nawet od chęci powrotu tutaj.
Więc życzę Wam wszystkim, abyście uporządkowały sprawy w głowie i w sercu, znalazły racjonalne wyjście i żyły w szczęściu, na które zasługujecie. Życie jest jedno :)
Postanowiłam sprawić niektórym moim kruszynkom (o ile mnie jeszcze pamiętacie) niespodziankę. Minęło sporo czasu od kiedy Was opuściłam. Widzę niestety, że niektóre z Was wciąż tu są...jesteście w moim sercu i trzymam kciuki, abyście spełniły swoje marzenia i wyszły stąd cało.
Ale nie o tym chcę dziś rozmawiać, kto ma jakie problemy i w którym miejscu tymczasowo stoi. Chcę po krótce po raz ostatni na tym koncie napisać jak w tej chwili wygląda moje życie i co się zmieniło.
Po tym poście zmienię hasło na to konto i już tu wchodzić nie będę. Jeżeli kiedykolwiek będę zmuszona tu wrócić by powtórzyć katorżniczą dietę (chroń mnie Boże...) to założę nowe konto i dam znać, że to ja.
Od momentu ostatniego posta skrupulatnie realizowałam stabilizację i cotygodniowe zwiększanie kalorii. Tak naprawdę pozytywny moment przełomowy w diecie nastąpił dopiero teraz w wakacje, podczas mego wyjazdu do Włoch. Nie mogłam tam zabrać mojego CAŁEGO jedzenia. Jechałam tam po raz pierwszy na tak długo, nie mając pojęcia co Włosi mają w marketach i czy to w ogóle będzie zjadliwe.
Ale odpuściłam c: Co ma być to będzie.
Na moje idiotyczne obawy nie było sensu, okazało się, że taki "dziki" kraj jak Włochy ma w marketach normalne produkty takie jak serek grani czy szynka z kurczaka. I nie było z jedzeniem żadnego problemu.
Mało tego! Bilanse liczyłam w tym samym dniu wiedząc ile mi wolno, czasem jakieś posiłki mi wypadały i traciłam kalorie, których miałam się trzymać, ale (tak, to też sukces) w końcu, gdy wiedziałam, że odpadnie jakiś posiłek, nauczyłam się jeść jakiś owoc szacując kalorie na oko. I, tak jest, brawo EM = żyję.
Waga stoi od bardzo dawna. Jest to piękne, satysfakcjonujące mnie 48 kilogramów, a kalorii dziennie jem uwaga 1700! I powiem Wam, za nic w świecie bez ogromnego przymusu (czytajcie jestem gruba) nie przeszłabym z powrotem na dietę. Odzyskałam energię, radość, nie marznę, jem to co lubię a co najważniejsze odzyskałam piękne, przepiękne gęste włosy i pozwoliłam sobie na radykalną zmianę fryzury.
Ale to nie o tym jak wyglądam chciałam tylko powiedzieć. Pragnę się pochwalić, jak zmieniłam się wewnętrznie. Ile pracy włożyłam we własne ja! Już coraz rzadziej jakiś paskudny alien w głowie mówi mi, że "jestem beznadziejna, głupia, brzydka gruba...". Zaczęłam wierzyć w siebie. W swoje możliwości. W to, że naprawdę jeśli czegoś chcę to mogę. W to, że wolno mi popełniać błędy bo jestem tylko człowiekiem. W to, że zasłużyłam na szczęście. :)
A teraz znikam, raczej na pewno już się nie pojawię w tym miejscu. Chcę się całkowicie uwolnić nawet od chęci powrotu tutaj.
Więc życzę Wam wszystkim, abyście uporządkowały sprawy w głowie i w sercu, znalazły racjonalne wyjście i żyły w szczęściu, na które zasługujecie. Życie jest jedno :)
Nawet nie wiesz jakim autorytetem dla mnie jesteś. Nie dość, że tak skrupulatnie przestrzegałaś diety, to nie zawalałaś i teraz, jesteś w stanie utrzymać wagę i jeść normalną liczbę kalorii. Po prostu wow. Jeszcze bardziej cieszę się z Twojej wewnętrznej przemiany, bo to ona jest tu najistotniejsza.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ❤
też bym tak chciała, ale ja nie mam takiej silnej woli, żeby tak schudnąć, tak mało jeść, i nie mieć napadów, nie jestem tak silna jak Ty, i nie potrafię tak jak Ty osiągnąć sukces, może kiedyś, ale nie tak szybko.. za to Tobie serdeczenie Gratuluje. mam nadzieje, że któregoś dnia przestaniesz liczyć w ogole kalorie, po prostu będziesz żyć :) miłego !
OdpowiedzUsuńOd kilku dni zaczynałam się zastanawiać, kiedy napiszesz- chyba Cię (znowu) wyczułam haha :D Pewnie mnie nie kojarzysz, teraz jestem pod innym nickiem, ale wiedz, że czytałam Cię od początku, wspierałam i zawsze byłaś dla mnie największą inspiracją ;) Nawet nie wiesz, jak dobrze mi się zrobiło na sercu, gdy przeczytałam tego posta. Życzyłam Ci czegoś takiego od zawsze, mam nadzieję że teraz już będziesz szczęśliwa i będziesz żyć tak, jak zawsze tego pragnęłaś! Mnie też wreszcie się udało osiągnąć cel, i chociaż teraz przede mną długaśna stabilizacja, Ty dajesz mi nadzieje na to, że i u mnie się powiedzie. Będę sobie czytać co napisałaś w chwilach zwątpienia. Buziaki, Droga Em ;**
OdpowiedzUsuńEm nie wiesz nawet jak cieszy mnie ten wpis, jesteś cudowna i jestem z Ciebie bardzo bardzo dumna! Cieszę się że tak cudownie sobie radzisz!
OdpowiedzUsuńKocham <3
Na zawsze,
Fraise <3
Zawsze Cię podziwiałam, Em. Chciałabym być tak silna, jak Ty.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że udało Ci się tyle osiągnąć. :-) Gratuluję. <3
PS. Tak, znałyśmy się. ;)
Jesteś dla mnie celem. To znaczy twoja postawa :D pewnie tego już nie orzeczytasz, ale gdybyś jakimś sposobem tutaj zaglądneła to wiedz że cie podziwiam.
OdpowiedzUsuńPowtórzę Twój sukces.
OdpowiedzUsuńPamiętamy Emo, nigdy nie będziesz zapomniana.
OdpowiedzUsuńInspirujesz. Wciąż.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuń