.

.

wtorek, 7 kwietnia 2015

#44 "Back on bright side"


Chyba powoli dochodzę do siebie.

W końcu świeci słońce.

Może potrzeba mi było jakiegoś kopa do działania. Jakiejś mobilizacji.

Ja nie z tych ludzi, którzy wolą wykonywać pracę nie znając końcowego terminu.
Zdecydowanie wolę być ograniczona czasowo, wtedy lepiej się mobilizuję i jestem bardzo poukładana.

Tak więc zajęłam dziś głowę sprawami organizacyjnymi. Czasem gdy człowiek ma za dużo odpoczynku, siada i zaczyna za dużo myśleć. Może stąd moje dziwne rozkminy i okropny dół.

Ale to minie.

Bilans dzień 44:
942 / 950 kcal

Pokonałam obawę przed #bakaliami. Pyszne są i nie wiem czego się obawiałam.

I to by było na tyle co u mnie.
JUŻ kwiecień...
Nie wiem kiedy to zleciało, zatrzymałam się gdzieś w grudniu.
Ale jeśli ktoś ma jakieś sprawy do załatwienia to chyba najwyższy czas by w końcu spiąć tyłek i je załatwić, bo wakacje już bardzo niedaleko.

Spinam tyłek.
Odzyskam utraconą siłę.
Odzyskam równowagę.

Wybaczcie mi moje złe samopoczucie, musiałam widocznie przebyć ascezę po minionych wydarzeniach. I już jestem prawie gotowa na nowe wyzwania jakie szykuje mi życie.

Muszę nauczyć się, że nie mogę traktować życia jako listy do odchaczenia.
Nie mogę tak traktować szkoły.
Musze znaleźć w tej codzienności zawsze coś pozytywnego.

Będzie tylko lepiej, idzie wiosna, moje imieniny, cieplejsze dni. Mogę coraz bardziej eksperymentować z jedzeniem, jestem piękna i wiem to. A żaden cholerny emocjonalny dół już mi tego  nie odbierze.
P.S Czemu tak mało Was pisze? Mam nadzieję, że się nie poddałyście. Bo po co zaczynać od nowa z poczuciem kolejnej porażki?

Mamy 3 miesiące by pokazać na co Nas stać!

Biorę się za siebie od wewnątrz.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

#43

Śniadanie znów o 15. Jakbym go nie potrzebowała.
Budzę się z poczuciem emocjonalnej beznadziejności.
Krztuszę się na przemian radością, smutkiem i gniewem.

Bilans dzień 43:
944 / 950 kcal

Czuję się dziś z samą sobą źle.
Taka wielka z racji nadchodzącego okresu.
Taka beznadziejna i leniwa, bo nic jeszcze nie zrobiłam do szkoły.

Miałam tak bardzo wypocząć, a te dni zmęczyły mnie chyba bardziej niż ostatni miesiąc.

Nie moje klimaty na co dzień. Ale Ciara jest piękna i jej słowa tak bardzo trafiają w to co czuję.

"But I bet you start loving me
Soon as I start loving someone else
Somebody better than you

I bet you start needing me
Soon as you see me with someone else
Somebody other than you

And I know that it hurts
You know that it hurts your pride
But you thought the grass was greener on the other side
I bet you start loving me
Soon as I start loving someone else
Somebody better than you"

niedziela, 5 kwietnia 2015

#42

Waga 49.8 (spadła o 100g?).

Plan na przyszłe dni


Bilans dzień 42:
943 / 950 kcal

Śniadanie zjedzone o 15...

Miłego dnia.

sobota, 4 kwietnia 2015

#41 100 post. Zninąć.


Gdzie jestem?
Nie wiem.
Moje ciało jest tutaj, a dusza pogrąża się w emocjonalnej otchłani.

Znowu mam temperaturę i znowu coś mnie łapie.
Pogoda i jej gwałtowne zmiany absolutnie mi nie sprzyjają.
W nocy nie mogę zasnąć i ze słuchawkami w uszach ocieram łzy.

Nie wiem na czym stoję.
Nie wiem co czuję.
Nie do końca wiem czego pragnę.

Nie rozumiem po jaką cholerę mam tyle wrażliwości.

Bilans dzień 41:
944 / 950 kcal

Nie wiem co mam jeść.
Może i mam jakieś pomysły. Ale nie mam ochoty.
Nie mam ochoty jeść.


Czas ucieka mi przez palce. 
Co prawda obiecałam sobie nic nie obiecywać, a każda chwila nie miała być zmarnowana...
Ale czy czas, który poświęcam na łzy i użalanie się to nie jest czas zmarnowany?
Szkoda, że uczucia kosztują moje zdrowie.

Nie jestem zadowolona z ostatnich dwóch tygodni diety.
Miałam sobie nie odmawiać, bo sądziłam że samo przejdzie...
Ale tyle się stresuję, że przestałam panować nad gumą do żucia i colą zero.
Więc narzucam sobie rygor...od powrotu do szkoły.

Jutro ważenie. Hormony biorę więc cudów nie oczekuję. Zresztą wyglądam jak wyglądałam i mieszczę dupę w spodnie bez problemu...

Chciałabym zasnąć i obudzić się w lepszych czasach.
Uniknąć problemów i trudnych pytań.
Zapomnieć o psychicznym i fizycznym bólu.

Ponieważ potrzeba mi czasu, posty będą znacznie krótsze (mogą się ewentualnie też w ogóle nie pojawić) aż do ustabilizowania sytuacji.

Życzę Wam, by Wasze święta były pełne radości, magii, miłości.
I aby wolne się dłużyło choć i tak pewnie minie, nie wiadomo kiedy.

Znikam aby się odnaleźć.
i jeszcze raz przepraszam, ale mam gorszy czas...
...od kiedy postanowiłam naprawić z Nim relacje...

piątek, 3 kwietnia 2015

#40 "Things changes...for better?"


Skoczyłam na głęboką wodę i pokonałam strach przed #słodyczami.

Do mojej owsianki wkroczyła dziś czekolada 99% ! Nigdy w życiu takowej nie jadłam. I wystarczyły 3 kosteczki, które totalnie rozpuściły się na gorących truskawkach, aby zasłodzić się na cały dzień.
Tabliczka była droga, bo z firmy Lindt, ale za to nie da się po prostu zjeść więcej taka jest sycąca.

Czy to przełom w historii tego bloga? Em, jestem z Ciebie dumna.

Bilans dzień 40:
893 / 900 kcal

Ponadto z nudów odkopałam w szafie spodnie sprzed lat. Także te z okresu rozmiaru 32 czyli wagi 43 kg.
I wiecie co? Przymierzyłam i weszłam. Może nie czułam się komfortowo siedząc, ale weszłam i zapięłam bez problemu. Jestem z siebie o g r o m n i e dumna.

Pogoda się powoli uspokaja. Ja chyba też.
(Poza tym, że w nocy rozwalił mi się termofor z którym śpię i o 4 nad ranem zmieniałam piżamę i własne łóżko na kanapę w dużym pokoju, oczywiście aby nie robić hałasu nie grzebałam zbyt długo w szafie = zmarzłam jak cholera na ciemno zakładając podkoszulkę i rano miałam katar, ale cóż...)

Poszłam wczoraj na mszę, bo zespół śpiewa teraz najpiękniejsze w życiu Triduum i zobaczyłam Go.
Tak jak się spodziewałam, cały mój żal, cała moja złość spowodowana była po prostu tym, że nadal coś do Niego czuję.
Potem odważyłam się odpisać na jego wiadomości, gdyż poszukiwał mnie już wszędzie.
I rozmawialiśmy...
Długo...O tym co było, co jest.
Przeprosił. Szczerze?

Ale niestety nie jestem w stanie stwierdzić, czy znów mu zaufam.
Bardzo chcę. Pragnę tego. Utrzymuję emocje na wodzy.
Ale nie wiem, czy on chce bym wróciła jako członek zespołu, czy żebym wróciła jako ja.
Nie chcę znów by to uczucie było jednostronne.

Biorę się w garść. 
Nie będę się rozklejać.
Pójdę tam i pokażę mu co stracił.
A potem będę czekać na jego reakcję...
Choćbym znów czekała miesiącami...

Od jutra staję na bilansach 950 kcal aż do przyszłego piątku. Ważenie w niedzielę. Dam radę...

czwartek, 2 kwietnia 2015

#39 Brak pomysłu na tytuł.

Równowaga.Równowaga.Równowaga.Równowaga.Równowaga.Równowaga.Równowaga.Równowaga.
Myślałam, że ją znalazłam. Tymczasem miotam się w labiryncie bez wyjścia.

Ciągle na coś czekam a życie traktuję jak listę do odhaczenia.

Chciałam Bożego Narodzenia.
Chciałam nowego roku.
Chciałam ferii.
Chciałam Wielkanocy... i wszystko to w końcu nadeszło a czy ja się tym nacieszyłam?

Ciągle gdzieś gonię i ciągle na coś czekam.
A czas pomiędzy ucieka mi przez palce.

Kiedyś czułam, że mogę podbić świat.
Teraz ktoś uciął mi skrzydła i chowam się przed życiem.

Ciężka rozmowa za mną. 
Stąd nowe wnioski. 
Głowa do góry, koniec błądzenia.

Chcę być tu. Tu i teraz.

Bilans dzień 39:
841 / 850 kcal

Kupiłam dziś spodnie, takie o jakich marzyłam, nawet nie wiedząc czy się wcisnę. Były idealne, ostatnia para XS w którą nikt nie wchodził więc zasłużyła na przecenę. Weszła na mnie i jest idealna.

A także czekoladę 99% dostałam, która ma 11 kcal w kosteczce. I zjem ją jutro na śniadanie. Ze smakiem.

Koniec egzystowania. Zacznij żyć Em.
Jesteś piękna.
Jesteś silna.
Jesteś sobą.
I wcale nie potrzebujesz kogoś, kto ci będzie swoje błędy zadośćuczyniał błyskotkami.

Znowu zmiana.
Ale moja głowa pełna chaosu i potrzebuję się ze wszystkim powoli oswoić.
Muszę jeść.
Ostatnio nabrałam do tej czynności strasznej niechęci. Odwlekałam posiłki na tak długi czas, że zaczęły mi się trząść ręce z głodu.
Nie mogę tego robić. I nie będę.

Biorę głęboki wdech i idę stawić czoła przeciwnościom losu.

środa, 1 kwietnia 2015

#38 "Future plans"


Przepraszam nadal jestem dziś dosyć...zagubiona.

Dzień minął mi pracowicie, zakupy, sprzątanie, ćwiczenia. Ale mogłam odciągnąć umysł od nurtujących mnie emocji.

Pogoda i hormony także mają wpływ na mój nastrój. No i walka z przeziębieniem.

Ale dam sobie przecież radę.

Bilans dzień 38:
795 / 800 kcal

Z innych ciekawostek o mnie, mówiłam że nie wpisuję się w "schemat" dzisiejszej młodzieży. Bo takowy chyba istnieje nieprzerwanie od lat i tylko zmieniają się wyznawane wartości.

Jestem religijna, nie powiem jednak że fanatycznie. Nie lubię rozmawiać o wyznawanych wartościach, powiem tylko tyle, że moja parafia jest cudowna (pod względem księży i wierzących) i naprawdę ludzie, których poznałam (zespół do którego chodzę śpiewa na mszach etc) mają w sobie po prostu to COŚ.

Nie piję, nie ćpam (z własnego wyboru i minionych doświadczeń z pijącymi) ale palę papierosy.

Nie lubię niestety klubów. Po pierwsze: chodzą tam ludzie z podstawówki... po drugie: nie idzie rozmawiać tylko trzeba się drzeć... po trzecie: nikt nie tańczy, w sumie i tak się nie da, bo muzyka to zlepek dźwięków przypominających remont.

I jestem bardzo wrażliwą jedynaczką. Tak jedynaczką - nikt kto pyta nie wierzy w ten fakt. Powinnam być samolubna i rozpieszczona. Tymczasem kocham dzieci i pragnę gromadki, jestem bardzo ale to bardzo rodzinna i nadwrażliwa.

No i jestem najmłodsza i najpoważniejsza (najdojrzalsza?) w klasie.

Ciągle uczę się, że bycie I N N Ą (w ten sposób) jest dobre i nie ma się czego wstydzić.

P.S Mała zmiana planu na najbliższe tygodnie (zapowiedziana i nie tak drastyczna)

Ostatnie liczby ze znakiem zapytania, zobaczymy co pokaże waga.
Obecnie chyba ciągle troszeńkę spada, ale stabilizuje się.
Zmiana wynika z moich odczuć. Nie chciałam jakoś od razu tego magicznego tysiąca.
Ale dam przecież radę. Muszę tylko odnaleźć chęć eksperymentowania, która zniknęła parę dni temu...

Koniec zanudzania Was. 
Jutro dzień wolny od ćwiczeń, potrzebuję tego.
Potrzebuję spokoju i równowagi. Idę szukać za rogiem.