.

.

sobota, 28 marca 2015

#34 "New month, new me?"


Nigdy nie wierzyłam w horoskopy. Czasem z ciekawości sprawdzam ich autentyczność i wydaje mi się, że tym razem się sprawdziły. Bo w każdym, który sprawdzałam napisali, że marzec będzie (czyli był) dla mnie ciężki, trudny i męczący.

Ale za to kwiecień, to podobno same sukcesy, radość i miłość. No to niech to się też spełni C:

Pamiętacie pewnie (jakby to było wczoraj...) robienie noworocznych postanowień? Moje się spełniły lub jestem w czasie ich realizacji.

Ale postanowiłam zrobić kolejne w związku z nadchodzącym nowym miesiącem. Tak więc...

Nie postanawiam poprawy w kwestii ćwiczeń - bo i tak robię to codziennie i coraz więcej wychodzę na zewnątrz a także nie zawsze mam na to siłę oraz ochotę.

Nie postanawiam rezygnować z gumy do żucia i coca coli - bo to moje dwie małe przyjemności, a wierzę że każdy ma swoje słabostki. Zresztą gdy się sobie czegoś kategorycznie odmawia, tym bardziej do tego ciągnie.

Nie postanawiam nie marnować ani chwili - bo żadna z nich nie będzie zmarnowana choćby nic nierobieniem.

Nie postanawiam postanawiać - bo rozczarowanie z niespełnionego celu, jest większe niż satysfakcja ze spełnienia błahego postanowienia.

Będę za to:
*słuchać swego organizmu i dawać mu to czego potrzebuje
*odpoczywać ile się da i korzystać z każdej chwili
*uśmiechać się od ucha do ucha oraz napawać innych tym szczęściem
*plątać się znanymi i nieznanymi ścieżkami wdychając świeże powietrze
*słuchać dobrej muzyki i oglądać fajne filmy
*piec i gotować, rozpieszczać innych i samą siebie
*podejmować spontaniczne decyzje i dawać sobie luz

Bo nie jestem zaprogramowana na życie według schematów. Na ograniczenia liczbami, wzorcami ideałów i nieistniejącej perfekcji.

Zabawne, że nie tylko dieta ograniczała mnie do tej pory, ale ja sama. Przestaję musieć i zaczynam móc. Bo z doświadczenia chyba wszyscy wiedzą, że nawet czytanie lektury jest nieprzyjemne pod presją terminu i wymogu.

Wyrywam się więc z niewidzialnej prawie zabudowanej klatki i korzystam z zasłużonej mi wolności.

Wciąż staram się Wam i sobie samej udowodnić, że z drogi jaką wybrałyśmy jest sensowne wyjście i to takie, by nie stracić osiągniętych celów tak ogromnym kosztem jakim było życie z tyloma wyrzeczeniami.

Bilans dzień 34:
894 / 900 kcal

Cudownego weekendu ;** 




7 komentarzy:

  1. Święte słowa! I cudowne postanowienia, moim zdaniem trafiłaś w sedno ;)
    Nie wiem jak tam mój horoskop, ale ja mam zamiar wziąć sprawy w swoje ręce i mimo wszystko uczynić kwiecień dobrym miesiącem :>
    Trzymaj się ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Cię. Za wszystko co osiągnęłaś. I chyba nic więcej nie muszę mówić.
    Powodzenia. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Horoskopy to bujda. Wszystkie te z gazet pisane są po prostu przez dziennikarzy na stażu, którym wciska się najgorszą robotę. Skąd to wiem? Sama studiuję dziennikarstwo. Więc nie warto w jakiekolwiek wierzyć. Jeśli coś się sprawdza, jest to jedynie zbiegiem okoliczności. ;-)

    Podoba mi się Twój plan. Nawet bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  4. życzę chwil ulotnych, spontanicznych..i szczęsliwych

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój blog jest wspaniały, a ty go tworzysz, więc i Ty musisz być wspaniała :) Marzec była dla ciebie trudny ale dałaś radę więc powinnaś być z siebie dumna :)
    Trzymam kciuki, by kwiecień był taki, jakim go sobie wymarzysz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bilanse coraz bardziej mi się podobają, jeżeli chodzi o ilość kcal.
    Poza tym podobają mi się postanowienia o nie postanawianiu czegokolwiek ;) Chciałabym żeby się udały! Sama uwielbiam gumę do żucia! Dlatego też myślę, że nie ma sensu zabraniać sobie wszystkiego. Duża ilość wyrzeczeń prowadzi do dużej ilości upadków!
    Trzymam kciuki! Bądź szczęśliwa!
    Ja jestem z Ciebie bardzo dumna! <3
    Całusy,
    Fraise <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nadrabiam sobie notki u Ciebie i aż smutno mi, że wcześniej jej nie przeczytałam, bo z tym niepostanawianiem, to bardzo dobry pomysł.

    OdpowiedzUsuń