Przerwa jest przymusowa, bo nie umiem za bardzo żyć bez tego bloga. A potrzebuję tego. Ponadto muszę uporządkować parę spraw, bo ostatnio źle się dzieje w mojej głowie.
Jestem ostatnio swoim największym wrogiem. Nie wiem czy to kwestia hormonów i okresu, ale nie panuję nad myślami. Wystarczy jedna rzecz, która wydarzy się nie tak a ja całą winę zrzucam na siebie i mówię sobie samej takie rzeczy, której nie powiedziałabym osobiście swemu największemu wrogowi.
Ponadto niestety gubię sporo włosów, co dziwniejsze tylko po kąpieli w dniu gdy się stresuję. Było tak w święta parę razy, gdy On zaprzątał mi głowę i było tak wczoraj gdy bez powodu miałam psychiczną załamkę.
Nie ważyłam się dziś, bo jestem zbyt opuchnięta by to robić, ale nie szkodzi. Raz widzę, że jestem chuda, że w wannie i na każdym krześle mogę policzyć kości ogonowe, że wszystkie staniki zaczynają na mnie wisieć i rozmiar 34 jest za duży. A za drugim razem spodnie robią mi się przyciasne w udach a brzuch robi się większy po jedzeniu i widzę kogoś kto natychmiast musi schudnąć. To jest CHORE.
A wiecie jaki jest największy paradoks?
Podczas diety nikt z Was (odpukać!) nie musiał mi mówić "weź dupę w garść i jedz mniej", "nie obżeraj się" i nie miałam (odpukać!) ani jednego napadu.
U mnie problem jest w drugą stronę, że trzeba mi tłumaczyć, że ani banan, ani jabłko ani bakalia nie zrobią mi krzywdy i że muszę jeść więcej, bo stracę nie tylko włosy ale zęby i paznokcie.
Więc niestety muszę stąd zniknąć choć na te 4 dni. Gdy skończy się okres zważę się. Po czwartku wejdę na 1050 kcal, codziennie ćwiczę.
I przestaję być swoim własnym katem bo mnie to doprowadzi do autodestrukcji. Uwierzcie mi, miałam ochotę bez powodu zrobić sobie krzywdę.
Bilans z dziś to jakieś 996 / 1000 kcal, nad większym luzem do jedzenia też pracuję. Bo są dni gdy katuję się grubością plastra ogórka na kanapce a mam tego dosyć.
Nikt z Nas nie będzie tu wiecznie. Gdy prowadziłam poprzedniego bloga inni też znikali, szkoda że bez słowa. Widocznie co jakiś czas nadchodzi "wymiana pokolenia motylków" (jakkolwiek to brzmi) i tak w kółko... Szkoda, że niektórzy piszą mniej, ale rozumiem to. Każdy przecież ma życie poza blogiem, a to miejsce mimo że motywuje, także nas ogranicza wewnętrznie.
Mam nadzieję, że w końcu znajdziemy równowagę, właściwą drogę i przede wszystkim radość.
A mój blog stracił zainteresowanie od kiedy zaczęłam jeść więcej, ale zauważyłam to także poprzednim razem ;) No trudno, będę go i tak pewnie prowadzić. Dlatego, że to mój pamiętnik i moje udowodnienie sobie (po raz drugi z sukcesem
Tak więc prawdopodobnie do czwartku moje drogie. Idę walczyć z demonem w moim
Tak bardzo Ci współczuję, tym bardziej, że przeżywając prawie identyczne rozterki doskonale wiem jak to boli.
OdpowiedzUsuńJa na blogosferę stają się powoli o wiele za stara, a brak komentarzy u innych sprawia, że moje notki wyświetla dosłownie kilka osób... Ale nie wiem czy to nie lepiej, bo w końcu nie chcemy być częścią samonapędzającej się maszyny zagłady, tylko odnaleźć wreszcie spokój, harmonię i szczęście, prawda?
Trzymaj się Śloneczko i sprawdzaj od czasu do czasu maila :*
eee... to że zaczęłaś jeść więcej to nie fakt, że mniej ludzi odwiedza Twój blog, faktem jest że dużo odeszło, sama przeglądam mój zapis ulubionych blogów, i co druga blogowiczka zniknęła już 2 tygodnie temu, miesiąc, sami porzucili swoje blogi, poddali się, więc to nie jest nic związane z tym ile jesz. uwierz mi. :) a ja lubię czytać jak jesz :) że wychodzisz ze swoich paranoi, ja lubię pozytywne wpisy, lubię czytać o tym że komuś się powodzi i chce żyć :) denerwują mnie blogi gdzie tylko piszą o tym "oj dzisiaj też się nażarłam, od jutra obiecuje..." masakra.. a Ty dalej motywujesz, że mogłaś jeść mało w diecie, i umiesz jeść z głową w stabilizacji :) brawo!
OdpowiedzUsuńa co do wlosów mi też strasznie wypadają, narazie kupiłam jakieś odżwyki tańsze, bo nie stać mnie na droższe i zobaczymy co to będzie.. jak znajdziesz jakiś "eliksir" na włosy nawet z apteki nawet drogi daj znać.. przyda się info w tym temacie..
a szkoda będzie jak porzucisz swój blog, mogłabyś chociaż raz w tygodniu pisać? tak jak się czujesz, jak sobie radzisz ze swoimi paranojami i trudnościami, jak w szkole, jak zdrowie, jak sprawy sercowe, polubiłam ciebie :) i Twoje zdrowe życie też mnie ciekawi :)
więc jakbyś mogła tak raz na tydzień - to by było coś :) nie musi być codziennie, wiadomo blog ni emoże być naszym całym życiem, musimy żyć pełnią życia z realnymi znajomymi :) i super, że chcesz zrobić sobie przerwę 4 dni :) należy się każdemu.
3maj się Em!
Być może taka przerwa dobrze Ci zrobi. Zawsze się cieszę, gdy ktoś stąd odchodzi, jeśli po prostu nie potrzebuje pisania, ponieważ jego życie wraca do normy. Mam nadzieję, że tak kiedyś będzie w Twoim wypadku, ponieważ jesteś na najbliższej drodze do tego. Życzę Ci jak najlepiej droga Emm.
OdpowiedzUsuńTak jak napisała Olxia, mniej wyświetleń to kwestia odchodzących blogowiczek. Znasz to na pewno: przychodzi jakaś nowa dziewczyna, ogłasza się na wszystkich możliwych blogach, że założyła swojego, po czym po paru notkach znika. Wiele się poddaje, bo założenie bloga i drastyczne odchudzanie się to była decyzja chwili, impuls, który po jakimś czasie im się znudził albo stwierdziły, że nie dadzą tak dłużej rady.
OdpowiedzUsuńAlbo w sumie rzeczywiście nie jesteś już dla nich "pro-ana", bo się nie głodzisz i nie katujesz jak nie-powiem-kto ;)
Miło się czyta Twojego bloga. Bo w całej tej powodzi "pro-anek", które postanawiają się trochę pogłodzić i potem odchodzą bo je to przerasta, Twój blog to prawdziwa historia walki z własną obsesją. Nic udawanego, żadna fascynacja anoreksją (w ogóle jak to może fascynować?!), wszystko autentyczne i szczere. Cudownie jest widzieć taką przemianę, Twoje codzienne starania, by zmienić swój tok myślenia. Szkoda będzie, jak odejdziesz. Naturalnie, zrozumiem taką decyzję, właściwie nawet mnie ona nie zdziwi. Ale z mojego punktu widzenia, będzie szkoda.
Trzymaj się <3