.

.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

#54 #55 #56 #57


Obiecałam się kiedyś odezwać, tak więc jestem C: Spróbuję zwięźle, aby nie zanudzać.

Bardzo wiele Was poznikało, z jednej strony na początku czułam pewien żal, bo nie mogę czytać co u moich ukochanych kruszynek. Z drugiej, bardzo mnie to cieszy, powoli uwalniamy się od tego miejsca, znajdujemy równowagę i widzimy coś poza dietą.

Od piątku jestem na 1050 kcal, ostatnie dni bilanse wynoszą od 1045-47 kcal nie będę pisać dokładnie.

Wczoraj się zważyłam i tu spotkało mnie ogromne zaskoczenie. Bowiem jeśli ktoś obawia się (jak ja się obawiałam), że od gum do żucia i coli zero (max pepsi light i innego świństwa) przytyje (a serio z powodu hormonów okresu etc było tego u mnie ostatnio sporo), to się myli.

Wchodząc na wagę nie spodziewałam się fajerwerków, tylko stabilizacji, w końcu liczy się to co w lustrze.
A tu kabooom 48 kg. Z jednej strony bardzo się cieszę, w końcu do takiej wagi dążyłam, jest perfekcyjnie idealnie cud miód malina!

Z drugiej oznacza to, że w dwa tygodnie zeszło mi ponad 1,5 kg (nie ważyłam się tydzień temu bo okres) i że muszę stabilizować szybciej i dokładniej, bo troszkę czasem tracę siły i włosów. Więc tym razem chyba od czwartku zwiększam o 50. Więc za dwa dni mój bilans to bd 1100 kcal.

Życie płynie, dopóki zmagałam się z dietą, było dla Was pewnie bardziej fascynujące.

Ale dla mnie zaczęło się właśnie teraz. Jestem coraz szczęśliwsza (bo do pełni szczęścia jeszcze trochę). Robi się piękna wiosna, z nauką idzie mi bardzo dobrze i mam do tego troszkę więcej luzu, czuję się dobrze z samą sobą, kupiłam ostatnio mnóstwo pięknych rzeczy, jem to co kochałam kiedyś i poznaję nowe smaki - nawet czekoladę! (polecam 99%), a co najważniejsze wychodzę do ludzi i to te momenty są dla mnie najpiękniejsze.

Ćwiczę nadal 6 dni w tygodniu, wszystko zgodnie z planem.

Życzę Nam wszystkim, a teraz przede wszystkim Wam byście odnalazły szczęście, równowagę i siłę. Bycie pro-ana to nie jest sposób na życie, nie traktujcie tego jak ideologii.

Ja dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że przez niestety chorobę, nauczyłam się jednej bardzo złej rzeczy. Życia wbrew samej sobie, życia pełnego schematów. W tej chwili się z nich wyrywam.

W tej chwili nic nie musi być na tip top, na termin, na czas, na gram. Trochę elastyczności ;)

Buziaki, miłego tygodnia! Odezwę się pewnie pod jego koniec :)

6 komentarzy:

  1. Wow *.* Waga piękna, a Ty jesteś niesamowita, ale to chyba już wiesz ;) Zasługujesz na normalne życie z dala od schematów i ścisłego planowania wszystkiego, i tego Ci z całego serca życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że u Ciebie wszystko w porządku.
    Ja nadal jestem, czytam, przeglądam. Tylko ostatnio komputer wyłącza mi się sam ilekroć próbuję dodać notkę (jakis znak?), ba! nawet wysłałam do Ciebie maila, ale chyba nie doszedł...

    Miło czyta się nową , pozytywną Em. Oby waga przestałą już tak szybko spadać...
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje życie też jest fascynujące, przecież nikt tu nie przychodził, żeby czytać o diecie, tylko o Twojej realizacji celów, a jakie one są to Twoja sprawa :)
    Zgadzam się z Niedoskonała, że Twoja waga powinna przestać tak lecieć, bo zaraz rodzina uzna, że jesteś aż za chuda i może ci się powtórzyć hospitalizacja. Chociaż w sumie teraz sama się stabilizujesz więc może będzie okay?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno nie komentowałam u Ciebie ale częśto Cię odwiedzam... Jesteś wzorem do naśladowania w wychodzeniu z niskich bilansów i stabilizacji Ema. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  5. widac ze jestes szczesliwa na swoj sposob, i to najwazniejsze, tylko nam juz wiecej nie chudnij :) udanej stabilizacji

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję, ze doszłaś do wymarzonej wagi. Cudownie ze nie postanowiłas jeszcze trochę schudnąć
    Trzymam za cb kciuki ; ***
    Jak masz chwilkę to wpadnij http://zfgzklfd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń