.

.

piątek, 20 marca 2015

#26 "Feelin' good"


Dziś właśnie jeden z tych dni, gdy moje ukochane "panta rhei" jest myślą wiodącą.

Nic mi więcej nie potrzeba niż cudownego towarzystwa, leniwych poranków, spacerów w wiosennym słońcu.

Zostałam w domu, czuję się znacznie znacznie lepiej. Ból brzucha ustał i czasem odzywają się tylko plecy - prześwietlenie nerek mam za jakiś tydzień.

Wczoraj upiekłam rodzinie przepyszne szybkie ciasto ze śliwkami i już cieszy mnie myśl na ogromne kucharzenie za tydzień - przed Wielkanocą. Po prostu wypieki to moja pasja :).

A na śniadanie była #dynia, której się niepotrzebnie obawiałam. Dodana w formie puree do owsianki (tak, jestem uzależniona) była w s p a n i a ł a! Jutro powtórka.

Bilans dzień 26:
owsianka z dodatkami

kalafior, brokuł, mintaj na parze

kanapeczki wasa z polędwicą i warzywami

790 / 800 kcal

Idzie mi bardzo dobrze, a już za 4 dni minie kolejny miesiąc....KIEDY?
Powiedzmy, że waga spadła o 1 kg, jestem z tego tempa zadowolona (ostatnio pokazała nawet 49 z czymś). Już mi wystarczy C: Thigh gap jest, a co najważniejsze włosy są i paznokcie. I nadal czuję, że jakieś gramy spadają, po jeansach.

A jutro na wiosnę farbuję sobie włosy. Rozjaśniam ponownie (ile to ja już na głowie nie miała kolorów :o) same końcówki i robię blond pasemka. Co jakiś czas, gdy zakończy się i zacznie nowy etap w moim życiu, zmieniam fryzurę. Takie moje specyficzne przyzwyczajenie.

Czasem, tak jak niedoskonała mam takie dni, gdy mimo własnej świadomości swego wyglądu i zadowolenia, idę ulicą i czuję się najgrubsza. Mam figurę klepsydry i nigdy w życiu nie miałam oponki, ale wszystko co się da idzie u mnie w uda (nawet nie w tyłek) i to one też chudną ostatnie, dlatego tak długo było mi na nie czekać.

Skarby, musimy uwierzyć w swoją wartość. Nikt za nas tego nie zrobi. Kochać siebie. Doceniać za drogę którą przeszłyśmy, drogę usłaną wybojami i ślepymi zaułkami. Normalny człowiek, nie podjąłby się nawet takiego wyzwania. Ale nam się udało. I dlatego zasługujemy na szacunek - przede wszystkim od samych siebie.
 
A ja całe życie, będę się zastanawiać jak ja to zrobiłam, że mi się udało. Najpierw schudnąć i trzymać się rygorystycznie 60 dni bez wypełniania ani jednego bilansu. A potem wypełniać na maksa bilanse na stabilizacji. I to po raz 2....(odpukałam)


Być może faktycznie cuda się zdarzają i jedno z moich największych życiowych marzeń się spełnia?
Drugie w listopadzie, trzecie w grudniu :)
Ten rok jest rokiem spełniania marzeń. Definitywnie!

3 komentarze:

  1. Ciekawy pomysł z tą dynią, doprawiałaś jakoś to puree? :) Kochana przy Twojej wadze nie masz nawet prawa pomyśleć, że jesteś gruba. Wiele osób marzy o tym co Ty osiągnęłaś. Powodzenia! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że czujesz się lepiej i że humor dopisuje. Uwielbiam Twoje posty, zwłaszcza te wątki o tym, że musimy poilubić siebie itp <3
    Trzymaj się ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś prawdziwą motywacją <3

    OdpowiedzUsuń