.
czwartek, 12 marca 2015
#18 "Don't let emotions control you"
Zamknęłam za sobą drugi tydzień, który kosztował mnie ogrom nerwów.
Dziś zaliczyłam 4 testy. Jutro już nie muszę pisać nic, więc nawet nie otwieram książek do nauki. Bo mam dosyć.
Dziś dzień bez ćwiczeń. Z poczucia winy zrobiłabym je, ale wiem, że taki rest jest dla organizmu zdrowy, regeneracyjny i rozsądny. Na zdrowy rozum - nie damy radę całe życie ćwiczyć 7 dni w tygodniu.
Stabilizacja idzie ok, choć są momenty gdy mam ochotę to wszystko rzucić i nie jeść nic. Nie mogę.
Wizualnie, poza zmęczoną twarzą i zaszklonymi oczami wyglądam bardzo dobrze. Satysfakcjonuje mnie moja sylwetka, proces chudnięcia następuje powoli, ale nie poganiam go. Teraz już nigdzie mi się nie spieszy.
Bilans dzień 18:
owsianka z dodatkami
mintaj kalafior i brokuł
kanapki wasa z polędwicą i warzywami
cola zero
690 / 700 kcal
Nadchodzi weekend. Zostaję większość czasu sama w domu, ale może taka mini rodzinna rozłąka wszystkim nam dobrze zrobi, bo nie tylko ja wyszłam z siebie i stanęłam obok.
Planuję spać, wyjść na świeże powietrze, zrobić coś dla siebie, jeść niespieszne pyszne śniadania i po prostu być. Zanim zacznie się ostatni zaplanowany sprawdzianami (odpukam w razie co) tydzień. Odliczam dni do świąt.
A słońce, które wychyla się zza chmur dodaje mi pewności siebie, napełnia chwilowo energią i niewysłowiowym szczęściem. Szkoda, że zaszło na pogrzebie, może wysuszyło by potok łez. Zawsze mam tak samo.
P.S Będzie mnie tu więcej i w komentarzach, przepraszam znów. Ale chyba już przywykłyście, że w ciągu tygodnia znikam?
Chyba zresztą nudne jest pisanie bilansów, w szczególności, że spektakularnie już nie trzymam poniżej 400 kcal, wręcz na odwrót.
Anny nie ma, rzadko kto się odzywa, tęsknię. A tym co mają ciężki okres nie wiem jak pomóc, bo sama teraz miałam.
Potrzebuję równowagi, słońca, zrobienia czegoś dla siebie. Teraz to ten plan wcielam w życie.
Egoistycznie. Ale kto o mnie zadba, jak nie ja sama?
P.S2 W przyszłym tyg jakiś #fearfood challenge, prawdopodobnie ciemny chlebek zamiast wasy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Cieszę się z Twoich postępów, czytam każdą notkę, po prostu czasem nie wiem co napisać. Cieszę się, że pokonujesz kolejne progi, mam nadzieję, że nie zatrzymasz się wpół drogi i wreszcie wyhamujesz proces chudnięcia.
OdpowiedzUsuńPogoda jest straszna. Już cieszyłam się z wiosny, ale dzisiejszy poranek przypomniał mi, że daleka droga do ciepłych czasów....
Trzymaj się Kruszynko :*
Radzisz sobie fantastycznie, ale wydajesz mi się być jakaś taka smutna?
OdpowiedzUsuńSłońce? U mnie deszcz, chmury i wiatr, przez cały czas :P
Faktycznie, czuć od Ciebie jakąś nutę smutku. Co to #fearfood, pamiętam czas, gdy wychodziłam na prostą i przełamałam się jedząc większą porcję ziemniaków. Pamiętam ten strach, ale i uczucie ulgi, kiedy okazało się, że nic mi się nie stało.
OdpowiedzUsuńBędzie dobrze! Uśmiechnij się kochana. ♥
http://moitemuais.blogspot.com
Super Ci idzie, podziwiam Cię za taką wytrwałość ♥ Oby tak dalej, mam nadzieję że poczujesz się lepiej.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się kochana.
Zaczęłam od nowa: http://s-k-i-n-n-y-d-r-e-a-m-s.blogspot.com/ :)
Hej kochana, chciałabym bardzo osiągnąć cel. Mogę Cię o coś zapytać? W jaki sposób przyrządzasz warzywa na parze? Czy można warzywa takie na patelnie zrobić jakoś na parze? :)
OdpowiedzUsuńhttp://w-drodze-do-perfekcji-ana.blogspot.com/