.
niedziela, 1 lutego 2015
Dzień 10 SPSD "Hey you, can you hear me?"
Czuję się dziś naprawdę kiepsko, raz, że dopada mnie choróbsko a dwa. z powodu diety. Ja to wiem, choć się do tego nie przyznaję...
Dwa lata temu, całe SGD wypełniałam na maxa bilanse a na SPD drastycznie z nich zeszłam, może to także powód, dla którego wtedy za mocno schudłam?
Teraz zrobię odwrotnie. Całe SGD poszłam po bandzie i jadłam bardzo mało, a teraz zamierzam powoli jeść więcej.
Zadecydowałam (za aprobatą Anny, bardzo Ci dziękuję za rozmowę skarbie), że od 20 dnia zacznę podnosić kaloryczność i wypełniać bilanse. W górach i tak będę chudnąć.
Jeśli nie schudnę do wymarzonego rozmiaru, wrócę i zacznę kolejną dietę, tym razem wypełniając bilanse (bo do celu na pewno zostanie mi nie wiele).
Jeśli przed zakończeniem obecnej diety osiągnę cel, zacznę stabilizację, najprawdopodobniej AIT od końca.
Teraz mam jeszcze 10 dni, gdy mogę pozwolić sobie na niższe bilanse, niż zakłada moja rozpiska.
A ponieważ mój organizm dziś jest w złym stanie, zjem pomidora do obiadu...wiem...wow.
Bilans dzień 10 SPSD:
owsianka
jogurt typu greckiego
mleko
truskawki
siemię
kalafior
pomidor
2*wasa
2*polędwica
2*pomidor
szczypiorek
415 / 500
Szczerze? Czekam tylko na nogi. Reszta mogłaby już zostać taka jaka jest, serio. Dlatego planuję podnosić kalorie, bo dopóki dopóty jem mniej niż tysiąc chudnę i ja to wiem.
Cieszę się, że już tyle wytrwałam i to z sukcesem, bo ani razu nie zawaliłam. Teraz czas na rozsądek, mogę spowolnić, nic mnie nie goni. Na wszystko przyjdzie czas.
A chcę dobrze się czuć i nie stracić włosów i paznokci.
Poza tym moje bilanse są naprawdę niskie i ani razu nie sięgnęły nawet górnej granicy.
Miałam tym razem mniej do schudnięcia, więc sądzę, że powolne zwiększanie kalorii już teraz to dobre wyjście. Poprzednio na stabilizacji nadal powoli chudłam (właśnie w górach choćby, gdy jadłam już ponad 1000 kcal).
Tak więc, moja psychiko. Nie miej oporów, przed większymi bilansami. Ty wiesz, że poniżej tysiąca i tak będziesz chudła. Nigdzie Ci się nie spieszy. Zostało Ci do celu bardzo niewiele. A nie chcesz przypominać trupa.
Miłej niedzieli skarby ;*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Wiedziałam, że zdecydujesz właściwie ;* Na stabilizacji nadal się chudnie, więc zwlekanie z podnoszeniem kalorii jest dość ryzykowne. Robisz słusznie :)
OdpowiedzUsuńHahha, mam to samo- wszystko może być jak jest, tylko nogi nie te :D Cóż, wkrótce i one 'ruszą', zobaczysz, uda nam się!
Buziaki, trzymaj się :*
wszyscy mówią, że trzeba jeść żeby chudnąć. Trzeba jeść by żyć, jeść by mieć siłę i ochotę do życia. więc oby Twoja psychika też nie miała z tym już żadnego problemu ;*
OdpowiedzUsuńchia nie ma smaku, smak dodaje się po przez dodatki, ale ma dobre właściwości i witaminy. dostałam po choinkę od chłopaka :))
a kolor bloga? nie wiem, znalazlam taki szablon, za mroczny? yyy.. pomyślę, może znajdę jakiś inny.. :) weselszy ;)
Kochanie robisz bardzo słusznie podnosząc trochę liczbę spożywanych kalorii.
OdpowiedzUsuńTo ważne dla twojego zdrowia i organizmu, dzięki temu też schudniesz, a napewno nie przytyjesz.
Bilans jak zawsze świetny.
Trzymaj się :)
Jedz więcej kalorii Kochana, sama wiesz, że schudniesz, więc po co te obawy?
OdpowiedzUsuńCieszę się, że prawie wszystko się Tobie podoba, jeśli chodzi o własną figurę. Też chciałabym kiedyś tak powiedzieć... *.*
Obyś tym razem zatrzymała się w dobrym momencie.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się chudzinko
p.s. Nie wiem czy mnie pamiętasz, kiedyś pisałam jako thinserotonine
Pamiętaj. Ty wiesz najlepiej ile potrzebujesz by żyć, być chudą i happy :D
OdpowiedzUsuńA chorobę możesz mi oddać, przy chorobie chudnę jeszcze szybciej :P