Dziś nie mam dobrego dnia na pochwałę efektów. Chyba każdy ma takie chwile. Hormony robią swoje, nabrałam wody i czuję się strasznie. Ale to przejdzie.
7 dni do końca SGD wisi nade mną jak miecz Damoklesa. Wydaje mi się, że mało się zmieniło...COŚ owszem, ale mało. Mam nadzieję, że drugi miesiąc będzie decydujący. I że te narty też jakoś tam pomogą, nie zamierzam w górach odpuszczać ani na chwilę.
A jak nie ruszy, to po feriach wrócę tu znowu. Ale w końcu musi być ok?
Cholera ciągle bilanse niższe niż poprzednio...choć wtedy też ruszyło tak że serio BYŁO WIDAĆ dopiero na SPD w drugim miesiącu. No zobaczymy, grunt że coś już się dzieje.
Zauważyłam, że mało komentujecie, pewnie przez naukę itd itp. Odezwijcie się w weekend!
owsianka
mleko
truskawki
siemię lniane
kalafior
2*wasa
2*pomidor
2*polędwica
szczypiorek
305 / 400
P.S A nie ważę się głównie dlatego, że jak mówiłam waga to nie wyznacznik - rozmiar tak. Mam mięśnie wyrobione przez siłownię. Poza tym zrąbaną wagę (trzy ważenia pod rzad mojej mamie pokazały rozpiętości do 4 kg???) i nie ważyłam się przed rozpoczęciem diety. Dlatego c z e k a m.
Tylko czemu wydaje mi się, że dużo jem? Jestem taka niecierpliwa...Oh...


Taa, wiem coś o tym, jednego dnia widzę zmianę, drugiego czuję, że jest nawet gorzej :| Ale to przemija, całe szczęście ;)
OdpowiedzUsuńBilans jak zwykle świetny! Tak trzymać :*
Do końca diety został już tylko tydzień! Mówię Ci, minie w trymiga ;D
OdpowiedzUsuńKochana, nie waż się mówić, że jesz "dużo". Jesz malutko, tylko bilansów zazdrościć!!
Trzymaj się ;*
Pięknie sobie radzisz. Ważne, że nie rezygnujesz i że nadal trwasz na diecie.
OdpowiedzUsuńWarto czekać na efekty, nie chudnie się w jeden dzień, to proces. Myślę, że powinnaś się mierzyć, bo jest miarodajny wyznacznik, nie tylko rozmiar ulubionych spodni.
OdpowiedzUsuńTen tydzień do końca napewno szybko minie.
OdpowiedzUsuńJesz bardzo mało naprawdę, a nie dużo.
Idzie Ci naprawdę bardzo dobrze.
Możesz być z siebie zadowolona.
Trzymaj się.