.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Dzień 26 "Home, sweet home"
Zostałam dziś w domu. Nie pamiętam jak to było...Chyba po prostu się obudziłam, powiedziałam mamie że źle się czuję, ta położyła mnie do łóżka i obudziłam się o 12. Ale w końcu się wyspałam C:
Mam straszne zawroty głowy, zawsze tak mam w połowie brania hormonów. Nawet tuż po śniadaniu, które było przecież syte.
Ponieważ od 2 dni mam większą potrzebę zjedzenia czegoś (nie z głodu, tylko z osłabienia) dodaję więcej truskawek do owsianki. Gumy dziś już ograniczyłam więc z nimi też ok. Ale pozwoliłam sobie raz w miesiącu wypić colę zero dlatego pojawiła się w bilansie.
A tak poza tym to zaczynam się w końcu trochę komplementować, że schudłam C:
Wgl jak pytałam mamy, czy pamięta (bo ja nie :o) jak wyglądałam po pierwszym miesiącu odchudzania wtedy dwa lata temu, powiedziała że podobnie I że to w drugim miesiącu tak drastycznie mi wszystko zeszło.
No więc jestem spokojna, będę cierpliwie czekać i robić to co do tej pory, może tylko trzy razy, a nie dwa w tygodniu zjem serek grani. Nic innego nie zmieniam (chyba, że w górach - zresztą zobaczymy jak to się potoczy).
Bilans dzień 26 SGD:
owsianka
truskawki
siemię lniane
mleko
kalafior
2*wasa
2*polędwica
2*pomidor
szczypiorek
*pepsi max 1,5 kcal
335 / 450
Bilanse nadal niższe. Nie liczę w sumie tylko herbat bez cukru, czarnej kawy i wapna raz dziennie. No i nieszczęsnej gumy do żucia więc jest raczej ok c:
A poza tym zostały 3 dni! Jesteście ciekawe co wymyśliłam na przyszły miesiąc? :D
Postaram się nie schodzić poniżej 300 kcal. Zobaczymy jak z postępami.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Zazdroszczę, dzisiaj był wyjątkowo paskudny dzień i siedzenie w domu musiało być bardzo przyjemne ;)
OdpowiedzUsuńIdzie Ci świetnie i Twoje zwycięstwo jest już pewne, co do tego nie mam żadnych wątpliwości :D Na pewno zejdzie tyle ile ostatnim razem, jak nie więcej. Myślę, że jeśli trzyma się tak długo dietę jak Ty to wszystko idzie najszybciej właśnie w drugim miesiącu, jak organizm nie może już uparcie się trzymać tych pozostałych kilogramów i musi je 'zrzucić' :) Fajnie, ciekawe czy ja też tak będę miała.
Trzymaj się ;*
idzie Ci naprawdę świetnie więc napewno osiagniesz swój cel, który już jest tak bardzo blisko.
OdpowiedzUsuńI słusznie powinnaś dawać soibie jak najbardziej komplementy, że schudłaś.
Trzymaj się :)
ale sobie idealnie radzisz, jak to wszystko masz zaplanowane w głowie, taka perfekcja, z któej należy brać przykład :* motywujesz do działania.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje bilanse. Ale też podziwiam że pijesz pepsi max, dla mnie normalna jest ledwo pijalna, a picie dietetycznych jest masochizmem dla mnie XD Ale to ja, absolutnie rozumiem że może ci smakować, tylko lekko mnie to... szokuje.
OdpowiedzUsuńFajnie że zostałaś w domu, wysypianie się jest ważne.... może kiedyś i mi się uda?
Trzymaj się chudziutko! :*
Piękne zdjęcia <3
OdpowiedzUsuńJesteś osłabiona, bo za mało jesz i już ;)
Mam nadzieję, że wszystko będzie dalej dobrze mimo wszystko, taki ten Twój blog pozytywny, że aż zaczyna mi się coraz bardziej podobać <3