.

.

sobota, 31 stycznia 2015

Dzień 9 SPSD "And today inspiration is..."

Nie bd się rozpisywać, bo wiem że nie chce Wam się czytać długich postów. C:

Moją inspiracją do działania jest Anna. A właściwie Twoje słowa z dnia, gdy ściągnęłyśmy się myślami.

"Nie będę zapeszać, więc zrezygnuję ze stawiania sobie spadku na wadze z określoną 'datą ważności'. To nie wyścig." 


1. W górach i tak bd musiała wypełniać bilanse, a może nawet jeść trochę więcej niż 600 kcal, bo nie chcę sobie zrobić krzywdy.

2.Już jest widoczna ogromna różnica w porównaniu do tego, co było zanim zaczęłam. Teraz czekam tylko na nogi.

3.Do osiągnięcia celu (spodnie c:) zostało mi nie tak dużo, nie chcę schudnąć więcej, tylko tak by mieć widoczny thigh gap.

4.Nigdzie mi się nie spieszy. Mogę teraz zwolnić i pozwolić by proces trwał dłużej a za to łatwiej będzie mi robić stabilizację.

5.Naprawdę są ogromne postępy widoczne na całym ciele. Poza tym muszę jeść tak, aby się dobrze czuć (a ostatnio coś jest słabiej). No i bilanse są po to by je wypełniać a ja ciągle jestem poniżej.

Bilans dzień 9 SPSD:

owsianka
mleko
truskawki
siemię lniane

kalafior

2*wasa
2*szynka
2*pomidor
szczypiorek 

mała pepsi max (od mamy <3)

335 / 450

PLAN:
-kontynuuję to co teraz, dopóki nie wcisnę się w spodnie 

(do wyjazdu w góry)
-3* w tyg serek grani lub grecki do owsianki
-ćwiczenia 6*w tygodniu

(po osiągnięciu celu) 
-ważenie
-stopniowe zwiększanie kcal

Do ferii zostały mi dokładnie 2 tygodnie, w tym czasie wiele się może zmienić. A jestem dumna już z tego co mam. Tak JESTEM DUMNA (wow! :D). Więc mogę zwolnić, by nie zrobić sobie krzywdy.







Jeśli nie osiągnę do końca lutego (czyli po powrocie z gór) swojego celu, zrobię SPD lub SGD wypełniając na max bilanse (bo wtedy naprawdę do celu zostanie mi niewiele), lub jak się uda przejdę na stabilizację i bd to najprawdopodobniej AIT od końca.

Przecież mam czas do wakacji C:

Miłego kochane! Dzięki za porady ;**

8 komentarzy:

  1. Ja też jestem z Ciebie dumna. ;*
    Do wakacji jeszcze sporo czasu, śpiesz się powoli... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana jak zawsze super bilans.
    Masz/mamy jeszcze 5 miesięcy na osiagniescie naszych celów.
    Cieszę się, że jesteś zadowolona z tego co już osiągnełaś i że widzisz efekty.
    Masz całkowitę racją z tym małym zwolnieniem najważniejsze w końcu jest zdrowie.
    Trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż nie wiem co napisać, to aż surrealistyczne- dla mnie największą inspiracją byłaś właśnie Ty i Twój blog, w życiu nawet na chwilę nie pomyślałam, że to może działać w drugą stronę ;)
    Plan idealny i na pewno pomoże osiągnąć to, do czego dążysz. Podejrzewam, że w górach będziesz mnóstwo spalać, więc po prostu licz kalorie i jedz tyle, by nie czuć się słabo- nawet gdyby to oznaczało liczby jak 700 czy 800, zdrowie najważniejsze ;)
    Trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "liczby jak 700-800"- a u mnie właśnie takie bilanse są najniższe. xd

      Usuń
  4. no jutro nie ma końca świata, i spokojnie zdążymy ze wszystkim schudnąć :) nie ma co się śpieszyć, mądre słowa tak tak :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W stu procentach zgadzam się z cytatem Anny. W końcu nie sztuką jest, aby schudnąć w trzy tygodnie, i w dwa ponownie przytyć. W końcu się nie pali, prawda? :D
    Śliczny bilans, zresztą jak zwykle <3 Idzie Ci świetnie, co tu dużo gadać? ;p
    Trzymaj się ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, mogłabyś mi podać swój adres mailowy? Tu lub na moim blogu, jak wolisz. Chciałabym Ci odpowiedzieć prywatnie na komentarz, jeśli nie masz nic przeciwko ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że jesteś z siebie dumna. Czekałam, aż to wreszcie wykrztusisz z siebie. Również jestem z Ciebie dumna <3
    Masz dużo czasu, więc wykorzystaj go " z głową na karku" a będziesz się mogła pochwalić później naprawdę przepiękną figurą <3

    OdpowiedzUsuń